Depresja jest odmiennym stanem świadomości utrzymującym się na tyle długo, by dezorganizować codzienną aktywność.
To właśnie chroniczność owego stanu różni depresję od przemijających przykrych emocji (smutku, przygnębienia, zniechęcenia...), których większość z nas czasami doświadcza. Typowe symptomy depresji to spadek aktywność życiowej, obniżenie nastroju, utrzymujące się uczucie zmęczenia, utrata zainteresowań i radości życia.
Komentarze:
sobota 10.01.2009 14:24,
Joanna
Polscy psycholodzy i psychiatrzy nie maja pojecia, jak pomoc w depresji.
Jedyna rada - leki.
Moja megaciezka depresja byla beznadziejnym odbijaniem sie od drzwi do drzwi - ja umieralam z cierpienia, stanow lekowych, bezsennosci, koszmarnych roznych objawow somatycznych , potrzebowalam wsparcia, pomocy - trafialam na znudzone panie, spozniajace sie na wizyty, rozkladajace rece - "no , ale co ja tu moge wlasciwie zrobic - tylko leki, tylko leki"....
Zawsze uwazalam, ze na psychlogie sa za latwe egzaminy...
tam szly na ogol takie dziewczeta, ktore nie mialy szansy dostac sie na medycyne, a chcaily "leczyc"....
sobota 10.01.2009 16:34,
Maria Gerita
No to faktycznie masz kiepskie doświadczenia z polskimi psychologami i psychiatrami.
Piszesz "moja megaciężka depresja była ..." - ciekawa jestem, jak sobie z nią poradziłaś? Co było dla Ciebie pomocne?
poniedziaĹek 12.01.2009 19:24,
Joanna
Hmmm.... Moze za dlugi byl.
Jeszcze raz sprobuje.
No coz, meczylam sie rok... Rok najgorszego w swiecie cierpienia.
Odsuneli sie jak rozdzka magiczna dotknieci wszyscy przyjaciele, znajomi, rodzina.
Moj facet zachowywal sie przeciwnie, niz by nalezalo.
To byla koszmarna depresja poporodowa, moj mezczyzna powinien mi zapewnic wsparcie, zroumienie, opieke, a on szalal z wscieklosci, ze mu histeryzuje, ze jestem zalosna, co ze mnie za matka, jestem nienormalna,
zabierze dziecko i "zolte papiery" zalatwi.
Potem zaczal sie regularnie znecac...
To nie do opisania, co przezylam.
Nie bylam w stanie sie zajmowac dzieckiem, a nikt mi nie chcial pomoc.
Wszyscy uwazali, ze "histeryzuje", a moj drogi partner stwierdzil, ze jak mi przestanie dawac pieniadze i w ogole przychodzic, bede miala "prawdziwe" problemy
i glupoty i fanaberie z glowy mi wywietrzeja.
Ciagle slyszalam "mam wyjsc???" .
Sukinsyn.
To dlatego chodzilam po lekarzach, choc nawet znalezienie numeru telefonu bylo dla mnie wtedy wysilkiem ponad miare.
Nie spalam, nie moglam nic robic, blagalam kazdego, kto mi sie pojawil w polu widzenia, zeby ze mna troche pobyl - wszyscy znikali po jednej wizycie, przerazeni...
Nie mialam co jesc, gotowanie mnie przerastalo, chodzilam glodna, nieumyta, zaplakana...
I zero zrozumienia otoczenia, nawet lekarzy, koszmar, pieklo...
Tylko jedna dziewczyna, psycholog, pomogla mi troche - miala wiele razy do czynienia z takimi przypadkami i po prostu przynajmniej wiedziala,
co sie ze mna dzieje.
Powiedziala mi pare rzeczy, ktore byly pomocne, poradzila, zeby zatrudnic kogos do pomocy... Przynajmniej tyle.
Jedyna osoba, ktora mnie zrozumiala byla kolezanka, ale ona mieszka na drugim komcu Europy. Polecialam do niej w najgorszym momencie, kiedy nawet wyjscie z domu mnie zabilalo, nie spalam od kilku dni -
lot , samoloty, koszmar z 4-miesiecznym dzieckiem, ale dwa tygodnie u niej uratowaly mi zycie.
Podnioslam sie tam na tyle, ze potem pomalensku zaczelo mi sie poprawiac.
Byly to najpierw godzinne "przeblyski", potem po tygodniach juz kilkudniowe.
Teraz, po 13-tu miesiacach czuje sie nadal nedznie, ale juz bez tych dziwnych "odmiennych stanow", kiedy czulam, ze wszystko wokol mnie jest jak z plastiku, obce,
przerazajace.
Strasznie, strasznie przykra, wyniszczajaca choroba.
Wiele w zyciu wycierpialam, choroby, smierc bliskich, ale to bylo najgorsze, nie maialam pojecia, ze w ogole istnieje takie cierpienie
i ze tak potwornie samotnym mozna wtedy zostac.
poniedziaĹek 12.01.2009 19:29,
Joanna
Powinno sie takie kobiety zabierac razem z dzieckiem do jakiegos sanatorium, opiekowac sie nimi, karmic, ubierac. Chocby dla dobra dziecka, bo naprawde.... to, ze nic mu sie nie stalo to CUD...
Spadl mi raz z kanapy, jak bylam tak potwornie przerazona jakims kolejnym dolem, roztrzesiona, nieprzytomna z niewyspania - na szczescie lekarze nic nie stwierdzili zlego.
Opieka nad niemowlakiem w takim stanie przypomina - bo ja wiem??? - jakby sie tonelo, albo plonelo, albo umieralo z bolu i trzeba bylo jednoczsnie zmienaic pieluszki itd...
Naprawde, zastanawiam sie tylko, czy uda mi sie poskladac zycie na nowo - jakos zaprzyjaznic ze swoim dzieckiem (poczucie braku wiezi z nim jest chyba najgorsze ze wszystkiego), wrocic do faceta, ktorego wywalilam za drzwi, odnalezc radosc w CZYMKOLWIEK, bo na razie... wygladam na 20 lat wiecej, niz mam, zle sie czuje, nic mnie nie cieszy + meczy mnie koszmarne poczucie gniewu, zalu, nienawisci do tych burakow, ktorzy mnie potraktowali, jak wariatke, zamiast pomoc - mam nadzieje, ze kilka osob dobry Bog do siebie przygarnie, bo czasem mam wielka ochote go wyreczyc za to, co mi zrobili.....
Koszmar, pieklo
Jak sie z tego w koncu wydobylam (wydobywam)?
To sie dzieje samo.
Po prostu przechodzi - potwornie powoli...
Nic mi nie pomagalo.
Mysle, ze o wiele krocej by to trwalo, gdyby ktos mnie wspieral, uspokajal, okazywal milosc - no niestety, ja trafilam na kompletnie wynaturzonego prostaka i jego mame, na podobnym poziomie rozwoju....
Prawie mnie zabili.
wtorek 13.01.2009 18:41,
Maria Gerita
Joanno, przejmująco opisujesz to przez co przeszłaś. To fatalna sytuacja, że nie mogłaś wówczas liczyć prawie na niczyje wsparcie. Szanuję to, że przeszłaś to praktycznie sama, nie poddając się, nie "zakładając rąk" co tylko pogorszyłoby Twój stan. I wierzę, że było to prawdziwe piekło. Na szczęście miałaś bliską osobę - koleżankę, do której mogłaś wyjechać i determinację, żeby to zrobić.
Twoje doświadczenia utwierdzają mnie w przekonaniu, że udzielając pomocy osobie w depresji niezmiernie ważna jest praca z całą jej rodziną. Tłumaczenie objawów, poszukiwanie sposobów reagowania w różnych sytuacjach, ... - po prostu wspierania człowieka, który doświadcza stanów dla najbliższych zupełnie niepojętych. Negatywna postawa rodziny nie zawsze wynika z ich złej woli - czasami jest to strach, bezsilność i niewiedza. Chociaż czasami też tak jest, że właśnie w takim momencie można się przekonać z kim naprawdę się człowiek związał. I to chyba było Twoim udziałem - poznałaś partnera od takiej strony, której w innej sytuacji w ogóle mogłabyś nie dostrzec.
Przed tobą teraz ważne cele i fajnie, że je sobie stawiasz:
- wzmocnienie więzi z dzieckiem
- ułożenie sobie relacji z partnerem
- pozbycie się żalu i gniewu, bo kiedy te emocje zalegają to wówczas trudniej oderwać się od złych doświadczeń
- odbudowanie swojego życia osobistego - znalezienie obszarów, które sprawiałyby Ci frajdę i dawały satysfakcję
- ...
Rozumiem, że poskładanie życia od nowa to jest teraz realne wyzwanie, bo do tego co było nie da się już w 100% wrócić.
I wierzę, że Twoje życie na nowo budowane, ze świadomością tego, co jest dla Ciebie ważne, czego pragniesz, jakimi ludźmi chcesz się otaczać będzie może nawet pełniejsze. Piszę o świadomym budowaniu, bo czasami choroba jest takim przystankiem, który zmusza do tego, żeby z dystansu spojrzeć na wiele spraw.
Myślę, że teraz ważne jest byś miała jakiś plan, który będziesz mogła pomału realizować. Wyznaczać sobie cele na miarę swoich możliwości/sytuacji i spokojnie do nich dążyć. To będzie umacniało Twoje poczucie sprawstwa, a z czasem może dawać również zadowolenie.
Dziękuję Ci za ten wpis, mam nadzieję, że przybliży komuś czego może doświadczać osoba dotknięta depresją - i to na różnych poziomach: myśli, emocji, ciała, działania.
Pozdrawiam Cię serdecznie, Margaretta
poniedziaĹek 25.05.2009 19:38,
agrafa
moje zycie nie ma sensu..dlaczego ja ciągle boje się czegoś o czym nie wiem?? idiotka ze mnie...!
sobota 31.10.2009 21:03,
bez życia
nie wiem jacy sa polscy psychologowie/psychiatrzy bo po 1 sze bez pieniedzy trudno sie gdziekolwiek dostac i to mnie zniecheca ale z drugiej strony czuje ze jest coraz gorzej najgorsze ze wszystko skrywam w sobie probuje sie usmiechac w obecnosci innych i byc normalna i nikomu do glowy by nie przyszlo ze jestem w stanie jakim jestem ale aktorstwo na dluzsza mete duzo kosztuje sil -nie mam ochoty nigdzie wychodzic i nikogo widziec jestem drazliwa wiecznie zmeczona mam problemy z zasnieciem za to w dzien moge lezec caly dzien tłuke sie co jakis czas do lekarza 1szego kontaktu bo czuje sie oslabiona ospala ale krew w porzadku -nie widze swojej przyszlosci mam wrazenie ze nic mnie nie czeka i tak przez kilkanascie ostatnich miesiecy-tyle sie mowi o depresji lekarzach itp tylko jest jeden problem ze ich nie ma i nie wiadomo do kogo sie zwrocic bo wszyscy chca kasy i to ma byc powolanie
Ĺroda 11.11.2009 16:04,
Oliwka
Też mam depresje,bynajmiej ja tak sądze.Ale nie stety też jestem z tym sama.A dla tego że nie mam czasu na porady psychologów lub psychiatry.Mam dwuletniego syka.I to tylko on mnie trzyma przy życiu.To wszystko zaczeło się jak chodziłam do liceum.Myslałam że się skończyło jak poznałam mojego męża i że to on mi pomógł z tego wyjść ale wystko zaczeło się nasilać jak mój synek skończył roczek.A śmierć mojego Taty to przypieczętowała.Karzdy współczł mojej siostrze i mamie a mnie nik się nie zapytał jak ja sobie daje rade.No bo przecież z nimi nie mieszkałam i pewnie jest super.A tak wcalenie było.Z moją mamą i siąstrą całkowicie straciłam kontakt.Były tylko kłutnie i wyrzuty.Więc ze śmiercią Taty straciłam całą bliską rodzine.Na dodatek rodzice mojego męża zaczeli mnie o wszystko obwiniać.Obecnie to tylko dom i praca i nic więcej.Najgorsze jest to że wróciły myśli samobójcze.Ale myśl że zostawie mojego synka samego odpycha te mśli ale nie wiem na jak długo.Przestało mieć ochote do zycia.Wszystkie obowiązki są na mojej głowie.Mój mąż przestał cokolwiek załwarzać i nic nie potrafi załatwić.A ja już mam wszystkiego i wszystkich dosyć.Chcę ucieć tam gdzie ktoś mnie doceni i będzie mnie kochał taką jaką jestem.I będzie ze mną a nie obok mnie:-(
sobota 21.11.2009 13:29,
ei
Poczytałam trochę i zdaje się, że dołączam do grupy depresyjnej. Kilka miesięcy temu przeszłam załamanie nerwowe. Musiałam podjąć decyzję, z którą nie chciało się pogodzić moje wnętrze. Od tej pory nie myślę. Męczy mnie to do bólu. Nie odczuwam niczego prócz przygnębienia i ciągłego smutku. Nie, nie ciągłego. Potrafię czasem sie roześmiać, chodzę do pracy, od czasu do czasu zajmuje się domem. Głównie wtedy, gdy mozna sie zabić o bałagan. Źle sypiam lub wcale. Wciąż płaczę. Wszystko mnie boli. Wysiada mi kręgosłup. Gapie sie godzinami w ekran komputera i szukam nie wiedzieć czego. Drażnią mnie moje dzieci, cudze jeszcze bardziej. Do tego mam sporo obowiązków, które "odbębniam" i marzę o wakacjach. Na domiar złego mam trochę kłopotów rodzinnych. Nie chce iść do lekarza. Sama nie wiem dlaczego, ale nie pójdę. Czy mam inne wyjście?
poniedziaĹek 01.02.2010 18:18,
Iza
Ja pare miesięcy temu przeżyłam załamanie nerwowe, kaleczyłam siebie i usiłowałam sie zabić, mój chłopak zmusił mnie bym pokazała rany rodzicom i tak trafiłam do szpitala psychiatrycznego. Tam było mi najlepiej, odpoczełam, rozmawiałam z psychologiem, który mnie rozumiał, czułam sie słuchana i w miare stabilna emocjonalnie. Niestety musiałam powrócić do domu, gdzie na każdym kroku pojawiają się wspomnienia, ogarnia mnie smutek, bezsilność. Jedyną ucieczką jest mieszkanie mojego chłopaka, który całym sobą stara sie mnie wspierać. Chłopak robi co może, a ja nadal nie uwolniłam sie od tych potwornych myśli. Nie mam kontaktu z tamtym psychologiem, bo szpital jest bardzo daleko od mojego domu, byłam na jednej wizycie u innego psychologa, jedyne co sie sprawdziło z jego słów to: "depresja u wiekszości osób, to przemilczany gniew odwrócony na siebie". W moim przypadku zdanie to jest w 100% trafne, ale jak wyść z depresji nadal nie wiem. Nie mogę spędzać całego wolnego czasu z chłopakiem, bo jestem niepełnoletnia, a on jest jedynym dla mnie wsparciem. "17lat i już masz takie myśli? To skąd?" - słowa pierwszej psychiatry, od której tabletki pogorszyły mój stan. Często czuje bezsilność, tone w obowiązkach, nie wywiązuje sie.. Kiedyś byłam ambitna chodziłam do szkoły muzycznej miałam plany na zycie, teraz nie widze swojej pszyszłości, nadal wyobrażam sobie swoją śmierć i czuje okropny żal do osób, które mnie skrzywdziły. Czasem osoby, które najbardziej sie kocha zadają najgłębsze rany, to przykre.
czwartek 13.05.2010 10:28,
Paulina
mam pytanie. miesiąc temu zmarł mój dziadek. znalazłam go pierwsza w mieszkaniu. od tamtego momentu jestem jak na speedzie. nie mogę spać, jeść cały czas mam stan przygnębienia. na początku brałam tabletki, ktore jako tako chronily mnie przed ta "rzeczywistoscia". caly czas mam ochote plakac. mam leki, ze zaraz to powroci i wrazenie, ze w kazdej chwili moge stracic kolejna bliska mi osobe. przez pol miesiaca snil mi sie dziadek dzien po dniu. od kilku dni juz nie. poza tym mam problemy z orientacja co dodatkowo mnie doluje bo kocham nieodpowiednia osobe. i nie daje rady. co mam zrobic?
sobota 18.09.2010 21:44,
Monia
Dziękuję Ci Joanno za wpis, ja takze przezyłam depresje poporodową... straszne dziadostwo, ta depresja. Wylądowałam 2 razy w szpitalu psychiatrycznym w jednym z nich-dobra opieka bo nie tylko leki ale także rozmowy z psychologiem, grupy wsparcia, różne zajęcia po to by nie myśleć o chorobie ale za to w drugim- tylko leki :( zero pomocy psychologa. Rodzina mnie wspierała-w przeciwieństwie do Twojej-choć "wyrzywałam" się na nich-różne docinki (brutalne czasem) i ranienie bliskich. Nie bylam wtedy sobą a trwało to ponad rok. Miałam różne objawy somatyczne i dziwne urojenia. Do tej pory mam lęki, jak przebywam wieczorem i w nocy sama w domu. Dlatego szukam teraz pomocy jak pozbyć się tych dziwnych lęków. Ale juz czuję sie o wiele lepiej i nawet pracowałam sobie jakiś czas- teraz jestem bezrobotna, ale wiem, że kontakt z innymi ludźmi bardzo pomaga. Rozmowy o niczym, przebywanie po prostu z kimś, oderwanie się od choroby. Trzeba mieć też choć jedną osobę, której można się wygadać, wyrzalić, która Cię po prostu wysłucha... powodzenia dziewczyny, trzymam za Was kciuki
poniedziaĹek 15.11.2010 21:17,
aniulka
mam troche problemow juz od dzieciństwa nie wiem co z tym zrobic ale co teraz przezywam to przechodzi luckie granice moja przyszla tesciowa mnie denerwuje jak cos robie zle nic nie robie zle jak cos kupimy do jedzenia to mowi ze to nasze i maja nie ruszac a jak moj jej cos powie to sie na mnie wyżywa a jak mu o tym mowie to splywa niekidy po nim jak po kaczce a najlepiej sie czuje jak jedziemy gdzies na zakupy wtedy wiem ze nie jestem mu obojetna tez ma dosyc tych sytuacji
poniedziaĹek 15.11.2010 21:25,
aniulka
Paulina ja miałam tak samo jak moj dziadek zmarł 2lata temu ale to minie jakos to bedzie dasz sobie rade ja poprostu jak tak miałam to do spania brałam misia i wszystko było ok ale do tej pory za nim tesknie
Ĺroda 19.01.2011 16:02,
Bratkowa
Ja też mam depresję. Ale lekarz (państwowy) u którego byłam (na razie raz) był sympatyczny, ciepły i jak sadzę kompetentny. Wiem po sobie, że w depresji inaczej się wszystko dobiera. Więc, moi drodzy, jednak idźcie do lekarza. Mój był w przychodni przyszpitalnej na Nowogrodzkiej w Warszawie.
sobota 16.07.2011 18:25,
karolla
czesc dziewczyny czytam wasze przezycia i czuje sie podobnie od kilku miesiecy nie sypiam normalnie mam problemy z zasnieciem a jak juz zasne to nad ranem kiedy czas do pracy caly dzien chodze nerwowa,ze kolejna noc tez taka bedzie:( to jest straszne uczucie chcialabym sie z tego uwolnic proboje wszystkiego jogi,biegam i nawet rzocilam papierosy nie wiem moze powinnam isc do psychologa?
piÄ
tek 23.12.2011 22:16,
zagubiona
mam wszystkie doslownie wszystkie objawy...od roku mam problemy z zasnieciem...teraz nauczulam sie zasypiac przy zapalonej lampce...jak dziecko...ale to mi pomaga...w koncu kolo pierwszej nad ranem udaje mi sie zasnac...ale boje sie zasypiac, nie wiem dla czego.starcilam przyjaciolki...chodze jeszcze do szkoly wiec strata najblizyszch kolezanek w sytuacji, kiedy w klasie odwrocilo sie od reszty dziewczyn sadzac, ze ich poziom intelektualny jest za niski by z nimi rozmawiac...jest ciezka...w klasie mam moze 3 naparwde przychylne mi osoby. przez to, ze one mnie zostawily, ze zostalam sama...kompletnie sobie z tym nie radze. mam im za zle, ze potraktowaly mnie w nie najlepszy sposob, a zarazem brakuje mi ich. czuje sie samotna, nie mam kolezanek z ktorymi moglabym isc na miasto na zakupy...jest jedna...ale to nie wiele..jest tak rozna odemnie. kiedys bylam radosna optymistka. dzis czuje sie wrakiem samej siebie, ze nie nadaje sie do zycia. ze moze one odsunely sie odemnie dla tego, ze nie jestem fajna?ze mam beznadziejny charakter...ze to moja wina, ze nie nadaje sie do zycia...do ludzi...czasem mam ochote zaszyc sie w pokoju i z niego nie wychodzic. w domu musze udawac normalna. chlopak zlosci sie,z e mam chustwaki nastrojow, ze sie czepiam, ze czasem placze. a ja nie potrafie powstyczymac lez. czuje, ze znalazlam sie w komletnej beznadzieji. chcialabym zaczerpnac pomocy psychoterapelty, ale to jest chyba drogie?a ja nie chcialabym brac od rodzicow pieniedzy. nie chcialabym by ktos pomyslal, ze jestem nienormalna...ze w dupie mis ei poprzewracalo,ze chociaz mam wszytko...to czuje jakbym nie miala nic. jestem samotna. bardzo samotna...zaczelam sie odchudzac..czuje, ze przynajmiej nad tym w zyciu mam kontrole...a prowadzi mnie to do zlego. coraz bardziej chcialabym dolaczyc do pro any...tam przynajmiej by mnie zrozumiano...nie bylabym samotna. szczesliwa jestem tylko u boku chlopaka. ale on tez nie wie co czuje..wstyd mi przynac,ze tak sie czuje. nie chcialabym by pomyslal...ze jestem jakas nienormalna bo w tedy moglby sie odemnie odsunac...a w tedy? zycie stracilo by sens...zawalilam szkole, nie chodze do niej, wagaruje bo boje sie tam isc..boje sie tego, ze wrod tylu ludzi..bd oczowac samotnosc, a tam jestem zostawiona sama sobie..nie radze sobie z tym...chyba potzrebuje pomocy...ale jak ja znalesc? jakie sa koszty takiej pomocy?eh...
Napisz komentarz