blog MariiGerity
środa, 15 kwiecień 2009 - 09:50, napisałam w temacie Związki
Komentarzy: 10.

Równowaga między dwaniem a braniem warunkiem udanego związku

Samonapędzający się mechanizm dawania i brania

Fragment książki Berta Hellingera Miłość szczęśliwa.

Związek udaje się dzięki ciągłemu wyrównywaniu między dawaniem i braniem, związanemu z miłością.

Przykład: Pewien mężczyzna daje coś w prezencie swojej kobiecie/żonie ponieważ ją kocha. Skoro wręczył jej prezent, ma przewagę. On jest dawcą, kobieta bierze. Ale ponieważ wzięła, czuje teraz wobec swojego mężczyzny/męża pewne zobowiązania. Próbuje wyrównać, dając mu też coś, a skoro kocha mężczyznę, daje mu na wszelki wypadek trochę więcej, niż on jej podarował. Teraz on czuje presję zobowiązania. Próbuje wyrównać, a ponieważ kocha kobietę, on też daję jej trochę więcej. W ten sposób, dzięki potrzebie wyrównania, związanego z miłością, wciąż rośnie wymiana, zwiększa się obrót w dawaniu i braniu. To wwiąże parę jeszcze głębiej ze sobą i w ten sposób rośnie w niej szczęście. Wymiana w dobrym jest kamieniem węgielnym udanego związku.

W życiu wielu par istnieją również sytuacje, w których jeden z partnerów wyrządza drugiemu coś, co go rani. Także tutaj partner, któremu coś wyrządzono, ma potrzebę wyrównania. Ma potrzebę zemsty. A więc wyrządza drugiemu również coś złego, ale często, ponieważ czuje się uprawniony, wyrządza mu trochę więcej zła. Przez to ten drugi znów ma prawo, żeby wyrządzić partnerowi coś złego, i on także, z poczucia prawa, czyni drugiemu trochę więcej zła. I tak rośnie zło. Powstaje intensywna wymiana w złym. Również ta wymiana wiąże ze sobą parę, ale na jej nieszczęście.

Istnieje prosty sposób wyjścia z tego błędnego koła: tak jak przy dobrej wymianie z miłości daje się partnerowi trochę więcej dobrego, tak przy złej wymianie - z miłości - wyrządza się partnerowi trochę mniej złego. Dzięki temu może się znów zacząć wymiana w dobrym! To prosta jednak bardzo użyteczna metoda.

Równowaga między dawaniem a braniem jest warunkiem udanego związku. Trzeba przy tym pamiętać, że nie każdy może dać wszystko i też nie każdy może wszystko wziąć. Każdy jest ograniczony w tym, co może dać i w tym, co może przyjąć. Dla tego dawanie i branie od początku ma pewne granice.

Do udanego związku należy też to, że się daje tylko tyle, ile drugi może wziąć. I tylko tyle bierze lub chce, ile drugi może dać. Jest to od samego początku pewne ograniczenie. Ale, o dziwo, jeśli się na to nastawimy, wtedy dawanie i branie może w przyszłości rosnąć.

Hellinger pokazuje, jak ważne jest, aby konkretnie powiedzieć jakiego daru pragniesz od partnera:
Niektórzy partnerzy mówią: chciałbym, żebyś mnie bardziej kochała! Jednak wtedy partnerka nie wie, kiedy to zostanie spełnione. Jeśli zaś powie: chodź ze mną na pół godziny na spacer. Wtedy wie dokładnie, kiedy to zostanie spełnione. Ważne jest, żeby powiedzieć to konkretnie. W przeciwnym razie partner czuje się pod presją życzenia, którego nie może spełnić. Wtedy nic nie daje, ponieważ wymaga się od niego zbyt wiele.

***

Bert Hellinger w specyficzny dla siebie sposób wyjawia/nazywa mechanizmy działające w związku. Nie wszyscy się z nim w tej kwestii zgadzają, nie dla każdego taki sposób myślenia jest bliski. Niektórzy uważają, że po prostu plecie bzdury.

Mnie rozumowanie Hellingera urzeka. Szanuje sposób, w jaki mówi o takich sprawach jak np. chęć zemsty za wyrządzoną krzywdę. Mówi o tym bez oceny - ze zrozumieniem i uznaniem, że takie pragnienie czasami nosimy w sobie. Nie poprzestaje na jego obnażeniu, podaje rozwiązanie, które wydaje się być rozsądne. Wyrządź partnerowi MNIEJ ZŁA, niż otrzymałaś - a to powstrzyma go od odpłacenia Ci złem za zło. Wyrządzenie mniej złego, połączone z intencją zatrzymania samonapędzającego się mechanizmu zemsty, może być również antidotum na poczucie krzywdy.

Drugą istotną dla mnie sprawą jest zaakcentowanie, że sposobem na otrzymywanie "darów" od partnera jest OBDAROWANIE go. To piękne przesłanie, które może wybić z poczucia pretensji. Pragnę czegoś od partnera -> nie dostaje tego -> mam pretensje do niego za mój "brak". Myślę sobie, skoro Ty mi "nic" nie dałeś, to ode mnie też nic nie dostaniesz! Do czego to prowadzi? Zamykam się na niego. Kanał wymiany między nami wysycha, a związek pomału umiera. Kto ma się pierwszy przełamać - ja, czy on? Kto ma pierwszy dać coś drugiemu, żeby uruchomić przepływ "dobrego" między nami?

Kiedy jako cel obierzemy "użyźnienie związku" odpowiedź na to pytanie przestaje mieć znaczenie :)

Uwagi:

Fragment książki Berta Hellingera Miłość szczęśliwa.

Komentarze:

wtorek 23.06.2009 21:15, zahra

Wszystko pięknie, ale jeśli się trafi na partnera, który nie umie dawać, albo się już przyzwyczaił do tego, że to zawsze ja coś mu daję, to nie jest już tak pięknie...

Nie mogę już liczyć na jego dobrą wolę, na to,że się odwdzięczy za moje dary...

Czuję się tak, jakbym ofiarowała mu już wszystko co mam, a on wogóle nie czuje się w obowiązku odwdzięczyć mi się za to.

Czuję się wypalona...

środa 24.06.2009 16:07, MariaGerita

Może trafiłaś na partnera, który nie umie dawać... a może jednak daje Ci "coś" tylko to nie jest TO, CZEGO od niego OCZEKUJESZ? (W moim odczuciu trudno jest spotkać człowieka, który kompletnie nic nie daje. Może jednak Tobie się to udało ;)

A co by się stało, gdybyś przestała już dawać partnerowi i zadbała o siebie? Zakrzątnęła się koło swoich spraw, skoncentrowała na sobie, robiła coś z myślą o sobie. Zaczęła dawać sobie bez pretensji do partnera, że on Ci czegoś nie daje od siebie. Zaangażowała się w coś, co Cie kręci, a nie jest związane z Waszą relacją.

Czujesz się wypalona ... Podmuchaj troszkę na to swoje palenisko :)

czwartek 03.12.2009 20:45, ona

wiem cos o tym dlatego ze tkwie w tym zwiazku bez zadnej wzajemnosci. i tez nie chce mi sie juz zyc bo nie umiem zyc bez uczucia.a co do zajmowania sie soba tylko to skonczylo by sie na tym ze oddalilibysmy sie do tego stopnia ze pewnie bysmy sie juz dawno rozeszli a tego bardzo sie boje bo mam 2 dzieci malutkich a nie mam juz sily sie wysilac a w zamian oni dostaje kompletnie nic

poniedziałek 28.06.2010 11:39, kaaarcia

ja też mam problem w związku, który wisi na włosku nie mam juz sił.... Mój partner zaczoł totalnie mnie olewać, praca i koledzy jest ważniejsza niż ja. Mówi ,że mnie kocha a ja tego nie odczuwam. Czuję, że się od siebie oddalamy coraz bardziej. Nie możemy się też dogadać jemu bardzo ciężko przychodzi poważna rozmowa. Zbywa mnie słówkami typou :"dobra, da sę załatwic" albo naskakuje na mnie z nerwami, odzywa się w sposób niekulturalny. Czy terapia psychologa w takiej sytuacji pomoże?

sobota 11.09.2010 20:42, zawiedziona

ostatnio mój chłopak się ode mnie odsunął... wszystko jest dla niego ważne tylko nie ja... potrafi tylko brać a nie dawać... dziś pokłóciłam się z rodzicami... poszłam do niego bo myślałam że mi pomoże, byłam pewna że jest w domu, a okazało się że dobrze sie bawi z kolegami... potraktował mnie jakbym nic dla niego nie znaczyło... zrozumialam ze mogę polegać tylko na sobie... ja już tego nie wytrzymuję... moja psychika tego nie wytrzymuję... zaczynam myśleć o samobójstwie...

niedziela 19.09.2010 22:31, Mona

No właśnie a co z tym który twierdzi że nie umie dawać.

Jestem z nim od 7 lat i co jakiś czas wybuchają między nami awantury - oczywiście na zasadzie że to ja jestem obrażona.. Ale jak tu nie być jeśli on jest zimny,nieczuły, oschły...mówię tu o jego czułości.Twierdzi że nie potrafi okazywać uczuć( co dla mnie jest bzdurą bo każdy umie) jesteśmy tyle czasu ze sobą i nadal nie usłyszałam "kocham " z jego ust..już tyle razy rozmawialiśmy na ten temat i za każdym razem "lepiej" było przez chwilę, lecz po pewnym czasie znów okazywało się że ja się staram, że szukam, że inicjuję..a on -pan i władca - czekał ( albo i nie) na zaczepki..Jeszcze w życiu się nie zdarzyło żeby sam przyszedł, mnie pocałował, przytulił...a tego mi brakuje jak powietrza...

rozmowy zmieniły się w awantury i ciche dni... a on jest taki sam cały czas- nawet nie stara się zaangażować w związek mając świadomość czego mnie brakuje, ani próbować siebie zmienić...Nie wiem czy jest sens to dłużej ciągnąc bo szkoda czasu na to byśmy się kłócili czy "nie odzywali"tygodniami.Ostatnio dzieje się jeszcze lepiej..Przez to wszystko przestał liczyć się z moim zdaniem..Ma być tak jak chce On... bo jak jest inaczej to jest źle a nawet jeszcze gorzej...Ja mam brać pod uwagę jego zdanie - on nad moim może pomyśleć ale i tak z góry ma inne...Co zrobić bo ja już powoli mam tego dość.Jak tak ma być już zawsze to naprawdę szkoda mi już tego zmarnowanego czasu, ale też szkoda mi tego czasu który już w ten związek włożyłam a jest go sporo...

poniedziałek 06.12.2010 16:51, A.S

Miałam podobnie.on znikał rano do pracy .wracał późno w nocy coraz częściej po alkoholu-zmuszał mnie do

,,dawania''co nie było przyjemne.koledzy to była swiętość.dla mnie nie było kwiatka, miłego słowa ,spaceru itp wg niego wina była moja bo się,,czepiam i chcę bog wie czego''

Rozeszliśmy się po 10 latach małzeństwa została córka.

piątek 04.02.2011 19:18, Bezradna

Czytając powyższe komentarze , mogę śmiało stwierdzić , że nie tylko ja mam problemy w związku:(. Jak odczytałam historię Mony to słowo w słowo mogę powiedzieć to samo i aż mi przykro to stwierdzać. Różnica polega tylko na tym , że ja w obecnym związku jestem już od 9 lat i nawet nie wiem jak to się stało, że nadal jestem i nie odeszłam, to się chyba nazywa profesjonalnie brakiem wartości siebie. Bo gdybyśmy miały więcej wiary w siebie to nie tkwiłybyśmy z partnerami którzy nas nie doceniają, nie zauważają, i wykorzystują do tzw. brudnej roboty. Moje drogie Panie pierś do przodu nie żyjemy w średniowieczu. Wiem łatwo powiedzieć, ale jak się kogoś kocha to trudno jest odejść, ale czasami należy pójść za głosem rozsądku niż później płakać , że zmarnowało się całe życie a dany partner bez żadnych skrupułów nas zostawił w imię tego , że zaczęłyśmy mieć własne zdanie. To przykre, ale taka jest brutalna rzeczywistość, dlatego należy reagować zanim będzie na to za późno. Moim mottem stało się hasło "Nie docenisz , dopuki nie stracisz natomiast stracisz ,jeśli nie docenisz " To hasło kierowane dla tych Panów , którzy nie wiedzą jakie skarby mają w domu. :) Pozdrawiam miłe Panie

piątek 06.01.2012 08:40, samotna

jestem w związku z chłopakiem ponad rok. Ale to nie jest dobry związek. To toksyczny związke. Zdaje sobie z tego sprawe. Zanim zaczelismy byc razem wiele osob mowilo mi ze to nie chlopak dla mnie...ale ja sprobowalam dalam szanse, tyle tylkoze teraz gdy jest zle nie daje tego po sobie poznac...nie chce udowodnic im ze jednak mieli racje. I tym samym troche sie odsuwam od nich. Moj chłopak nie lubi nikogo z moich znajomych. Nie cierpi mojej przyjaciolki, odunelam sie od niej zeby miec spokoj i zeby sie nie klocic z nim z tego powodu. Jest zazdrosny i czuje sie osaczona przez niego.

Nie jest potforem, potrafi byc czuly, kocham go w tych momentach ale są takze sytuacje kiedy go nie nawidze, CZuje ze marnuje czas. Czuje sie samotna bo oprocz niego powoli nie mam nikogo. Wszyscy sie oduwaja albo ja robie sie na dystans. A czamu robie sie na dystans...bo jemu nie pasuja moi znajomi.

Czuje jak przez palce przelatuje mi zycie i mlodosc. Mam 23 lat. Przez ten zwiazek straciłam pewność siebie, nie jestem juz ta sama usmiechnieta dziewczyna, dziewczyna o ktorej inni pamietali.

Dochodza mnie sluchy ze kazdemu jest mnie szkoda...ze jestem z takim chlopakiem.

Ale ja nie wiem co mam robic, zdaje sobie sprawe z tego ze to nie tak powinno byc...ale nie wiem co robic. Gdy zaczynamy rozmawiac to on uwaza ze probuje go zmienic i ze nic mi nie pasuje. ze sie czepiam...i jest awantura....i pod wplywem jego zlosci, tonu glosu....zamykam sie. Nie jestem w stanie nic z siebie powiedziec. Boje sie bo wszystko co mowie jest zle....i sobie wymyslam.

Nie wiem co robic. Wariuje juz:(

piątek 06.01.2012 15:50, maga

Podstawowe wartości takie jak bezinteresowność, dobroć, przebaczenie nigdy nie wychodzą z mody. Ale druga strona dobrego dawania jest tez troszczenie się o własne granice. Dawanie nie powinno być ze słabości, ale z siły i w wolności, inaczej nie jest już wartością. maga

Napisz komentarz